Internowanie żołnierzy polskich na Łotwie w latach 1939–1940[1]

 

 

Podczas wojny niemiecko-polskiej i radziecko-polskiej we wrześniu 1939 roku, po agresji 17 września 1939 roku, znaczna część jednostek Wojska Polskiego i podlegających mu oddziałów paramilitarnych przekroczyła granicę państwową krajów sąsiadujących, gdzie została internowana w państwach neutralnych. Dotychczas dużo mówiło się i pisało o Polakach internowanych w Rumunii, na Węgrzech, a także na Litwie, gdzie ich liczba była pokaźna. Natomiast – stosunkowo mało i w zasadzie dopuszczając wiele nieścisłości i nawet poważnych błędów – wspominało się o losach Polaków na Łotwie, która przed wojną miała wspólną z Polską granicę długości 104 kilometrów. W prasie, a nawet wydawnictwach naukowych nadal jeszcze(!) publikowane są przesadzone, nie odpowiadające prawdzie liczby internowanych na Łotwie (przeważnie – około 4 000–6 000 osób) podawane przez polskich autorów[2]. Dopiero w ostatnim okresie w Państwowym Archiwum Historycznym Łotwy pracował historyk z Wojskowego Instytutu Historycznego dr hab. M. Szczurowski, którego istotny dla tej kwestii artykuł ukazał się w Polsce[3]. Oprócz tego, trzeba też wspomnieć o artykule napisanym przez profesora Uniwersytetu Łódzkiego A. Głowackiego – o przejęciu internowanych na Łotwie przez NKWD, przygotowany na podstawie materiałów z archiwów rosyjskich[4]. Należy dodać, ze na podstawie umowy między LVVA i Wojskową Komisją Archiwalną zrealizowana została wymiana kopii interesujących obydwie strony dokumentów, w wyniku której strona polska uzyskała kserokopie znacznej ilości dokumentacji dotyczącej internowania żołnierzy polskich. Niestety, nadal problemem dla historyków polskich pozostaje język, w którym jest większość tej dokumentacji, czyli język łotewski.

 

 

Położenie rządu łotewskiego

Żeby w pełni zrozumieć stosunek rządu łotewskiego do Polski oraz polskich internowanych w 1939 roku, należy pokrótce przyjrzeć się sytuacji międzynarodowej. Podjęte w 1919 roku przez państwa bałtyckie, Polskę i Finlandię próby utworzenia silnego związku obronnego zakończyły się całkowitym niepowodzeniem już w roku 1925, tak samo jak późniejsze próby Łotwy stworzenia sojuszu przynajmniej z Estonią i Litwą (zawarta w 1923 roku konwencja wojskowa z Estonią miała charakter raczej formalny, a zawarty w 1934 roku układ ententy bałtyckiej przewidywał jedynie pewną współpracę dyplomatyczną, która w latach 1939–1940 również nie doprowadziła do owocnej współpracy, dając ZSSR jeden z pretekstów do okupacji w 1940 roku państw bałtyckich). Nie powiodły się także próby uzyskania ze strony mocarstw zachodnich gwarancji dla swojej niepodległości. W takich okolicznościach na początku września 1939 roku autorytarnym rządom państw bałtyckich pozostała jedynie nadzieja (bezpodstawna) na politykę neutralności i jej poszanowanie ze strony ewentualnych agresorów – Niemców i ZSSR.

Początek wojny przeciw w sumie przyjaznemu Łotwie państwu – Polsce, wywołał powszechny niepokój. Na przykład prasa miejscowa 2 września donosiła, że mieszkańcy Jelgavy o jej rozpoczęciu dowiedzieli się o 9 rano z radia i w ciągu dnia w mieście „szybko rozeszły się pogłoski”, a gazety wykupywano od razu. W innych miejscach również było podobnie. Prezydent K. Ulmanis już 1 września ogłosił deklarację potwierdzającą neutralność Łotwy, a 3 września rząd jeszcze raz to podkreślił: „W tej niespokojnej chwili rząd zwraca się z gorącą prośbą do wszystkich obywateli, aby jednomyślnie i sumiennie poparli określoną przez Prezydenta Państwa politykę neutralności, którą rząd będzie realizował we wszystkich dziedzinach działalności. Spokojnie i z powagą, nie dając ponieść się emocjom i nie poddając się panice, cały naród będzie kontynuował swoją pracę i przezwycięży wszystkie trudności i ograniczenia, które wojna między państwami zagranicznymi może nieść także naszej ziemi. Poczucie odpowiedzialności i poczucie obowiązku niech będą silne w każdym obywatelu, i każdy niech wie, że rząd oczekuje aktywnego i rozważnego wsparcia od wszystkich. Będziemy wspólnie pracować, wspólnie modlić się o pokój dla tych narodów, które dzisiaj podniosły oręż jeden na drugi, wspólnie oddamy wszystkie siły dla siły i honoru naszej Ojczyzny. Boże, szczęść Łotwie!”

Chociaż w niektórych publikacjach prasowych (szczególnie w pierwszym tygodniu wojny) zauważalne były pewne ukryte sympatie dla strony polskiej, czynniki oficjalne i czasopisma usiłowały zachować ścisłą neutralność. Na przykład, 1 września polski poseł S. Kłopotowski udzielił obszernego wywiadu dla prasy, jednak MSZ zakazało jego publikacji, przekazując prasie wskazówkę, że w przypadku podobnych wywiadów, ich teksty muszą być przed publikacją uzgodnione z MSZ[5]. 4 września do dyrektora Państwowej Agencji Telegraficznej „Leta” przyszedł korespondent PAT w Rydze – Glinka, informując, że przy poselswie polskim organizuje biuro prasowe i proponując najnowszą informację o wojnie dla prasy łotewskiej. Dyrektor uprzejmie odpowiedział, że „biorąc pod uwagę neutralne położenie, będzie podawał tylko oficjalne komunikaty” (Glinka wyraził swoje zrozumienie dla tego stanowiska)[6]. Jednocześnie rząd przez kanały dyplomatyczne rozpaczliwie usiłował wyjaśnić podstawy pogłosek o powiązaniu paktu Niemiec i ZSSR z 23 sierpnia z państwami bałtyckimi, jednak otrzymywał jedynie zapewnienia przedstawicieli obydwu tych państw o bezpodstawności obaw, lub odpowiedzi niekonkretne. 11 września rozkazano zmobilizować do armii trzy roczniki rezerwistów. W tym samym dniu generalny sekretarz MSZ M. Nukša w przeglądzie dla posłów Łotwy za granicą podkreślił, że „działania wojenne w Polsce i zachodniej Europie dotychczas nie dostarczyły komplikacji w politycznej sytuacji państw bałtyckich” i „na naszej granicy z Polską na razie nie widać zbierania niecywilnych, niewojskowych osób”. Na granicy z Polską nie było jednak całkowicie spokojnie. Pojedynczy mieszkańcy Polski zaczęli ją przekraczać już od początku września, szukając schronienia na Łotwie (kilku zostało odesłanych z powrotem)[7]. Z kolei Polscy strażnicy graniczni już 3 września wysłali z powrotem na Łotwę dwóch młodych Polaków z Daugavpils (Dyneburga), którzy chcieli wstąpić do Wojska Polskiego (inni Polacy-ochotnicy z Łotwy dotarli nawet do Wilna)[8].

Sytuacja ta nagle się zmieniła 17 września, kiedy do Łotwy udały się setki uchodźców. Wtedy – po ataku na Polskę również ZSSR, wyjściu rządu polskiego do Rumunii, groźbach ZSSR agresji wobec Estonii oraz ucieczce z portu tallińskiego internowanej polskiej łodzi podwodnej „Orzeł” – kwestią, na której rozstrzygnięcie zdecydował się rząd łotewski był stosunek do poselstwa polskiego. Rozpatrzono ją na posiedzeniu rządu, który choć niejednogłośnie (były głosy sprzeciwu), ale jednak zgodził się z propozycją prezydenta K. Ulmanisa i ministra spraw zagranicznych V. Muntersa przerwania stosunków z poselstwem polskim, żeby państwa agresorzy – ZSSR i Niemcy – nic nie mogły zarzucić Łotwie. 21 września Munters zaprosił do MSZ posła polskiego Kłopotowskiego i odczytał mu notę, w której zaznaczył: „Wobec tego, że rząd polski porzucił swoje terytorium, przez co rząd łotewski nie ma z nim kontaktów, rząd jest zmuszony zatrzymać stosunki z posłem polskim”, a także pełnomocnictwa polskim konsulom. Co prawda, Munters usiłował złagodzić wymowę noty, twierdząc, że ona „jeszcze o niczym nie przesądza i, jeśli jakiś rząd polski znowu zacznie działalność, wtedy – zobaczymy, co dalej”, jednak rozmowa z posłem „chwilami była tragiczna” (posłowi i innym pracownikom pozwolono załatwić wszystkie sprawy; poseł wyjechał z Łotwy 3 października; jemu i attaché wojskowemu pozwolono sprzedać prywatne samochody bez opłat celnych oraz wywieźć wszystkie swoje i państwowe pieniądze[9]). W tym samym dniu (21 września) MSZ zgodnie z oświadczeniem, że „stosunki z polskim attaché wojskowym zostały przerwane” – odmówiło prośbie poselstwa polskiego o pozwolenie dla attaché majora F. Brzeskwińskiego na odwiedzenie obozu dla internowanych[10]. Faktycznie w ten sposób Łotwa przestała być stroną neutralną. Z kolei będące w podobnej sytuacji rządy Estonii i Litwy, chociaż 20 września estońskie i litewskie MSZ przekazały słownie posłom łotewskim swoją aprobatę dla przygotowywanego przez Łotwę kroku, same nie spieszyły się z nim. Stosunki z Polską obydwa państwa przerwały tylko w październiku i w o wiele łagodniejszej i mniej drastycznej formie (25 września minister spraw zagranicznych Estonii powiedział posłowi łotewskiemu, że nie zdąży osobiście przekazać posłowi polskiemu odpowiedniej deklaracji i zrobi to wiceminister, jednak wicemister tego nie zrobił. Z kolei minister spraw zagranicznych Litwy 30 września otwarcie powiadomił posła łotewskiego, że niczego takiego nie zrobi, ponieważ „w społeczeństwie Litwy i jej korpusie dyplomatycznym krok ten oceniono nieprzychylnie”). Inne państwa neutralne, przede wszystkim państwa skandynawskie, w ogóle nie rozpatrywały takiej możliwości i przedstawicielstwa polskie kontynuowały w nich pracę. Z kolei rząd łotewski i MSZ już 25 września musiały uzasadniać ten krok przedstawicielom Wielkiej Brytanii, a później – również Francji, którzy dali wyraz swojemu niezadowoleniu. MSZ musiało dołożyć wszelkich starań, żeby wyjaśnić swoje stanowisko również za granicą. Na przykład, 22 września do posła w Szwecji pisano, że „to oświadczenie oznacza jedynie to, że my stwierdzamy, że za posłem Polski nie stoją już autorytety, od których mogłby on otrzymać wskazówki i rozporządzenia. W żadnym wypadku my nie chcemy prawnie decydować o położeniu polskiego państwa i rządu. Jeśli ze strony samych Polaków to oświadczenie nie będzie wykorzystane dla nieprzyjemnych dla nas kroków, my nie zamierzamy go publikować”[11]. Oczywiście, że to wszystko brzmiało bardzo niezgrabnie. Na niewiele się też zdała podjęta w październiku przez samego Muntersa próba poprawienia tej sytuacji. Przyjął on udającego się przez Rygę z Litwy do Szwecji byłego posła na Łotwie, a ostatnio – na Litwie, F. Charwata i w rozmowie z nim twierdził, że rząd łotewski nie żądał zamknięcia polskiego poselstwa na Łotwie, a jedynie „odmówił współpracy” z posłem Kłopotowskim”[12], co faktycznie nie było zgodne z prawdą.

Budynek poselstwa polskiego w Rydze i konsulatu w Daugavpils przejęło poselstwo Wielkiej Brytanii, urządzając w nim sekcję spraw polskich pod kierownictwem M. Szembeka (jego zastępcą był miejscowy Polak B. Gołubiec), która kontynuowała pracę do okupacji Łotwy. Państwa bałtyckie w końcu września i na początku października (Łotwa – 5 października) zmuszone były do podpisania układów z ZSSR, umożliwiających temu państwu rozmieszczenie na Łotwie, Litwie i w Estonii radzieckich garnizonów wojskowych, w których liczba żołnierzy była bliska albo nawet przewyższała liczbę żołnierzy armii narodowych państw bałtyckich. Od tego czasu Łotwa, Litwa i Estonia faktycznie były już prawie całkowicie zależne od ZSSR. W czerwcu 1940 roku były już pod okupacją.

 

 

Przebieg internowania

Wieczorem 13 września, po otrzymaniu od dowództwa polskiej floty zezwolenia na przebicie się przez niemiecką blokadę, komandor porucznik S. Hryniewiecki oraz czterech oficerów (kapitanowie W. Łomidze, S. Uniechowski, porucznicy S. Pohorecki i J. Koziełkowski) i dwóch marynarzy (A. Wiszniewski i J. Jarema), z okolic Gdyni, na kutrze „Gdy 55” („Albatros”), który należał do rybaków Karola i Henryka Krügerów (obydwaj również byli na kutrze) i był zarekwirowany dla wojska 28 sierpnia, ruszyli w morze. Celem była Szwecja, ale w drodze Hryniewiecki zdecydował się na zmianę kursu i popłynął do portu liepājskiego (Lipawa na Łotwie). 14 września o godz. 22.00 kuter stanął w porcie liepājskim. Tych dziewięciu polskich marynarzy (początkowo do wojskowych zaliczono również braci Krügerów, ale później oni, jako cywile, zostali zwolnieni i powrócili do Gdyni[13]) oraz czterej lotnicy niemieccy, którzy w tym samym czasie wylądowali na Łotwie (później liczba internowanych niemieckich lotników zwiększyła się do 8, a w marcu 1940 roku – do 9), byli pierwszymi żołnierzami, których Łotwa, jako państwo neutralne, musiała internować[14].

15 września marynarzom dano możliwość odpoczynku. Porucznik Pohorecki wspominał później, że oficerów zaproszono na obiad do łotewskich marynarzy wojennych. Przy kawie, koniaku i cygarach starszy z obecnych oficerów łotewskich wyjaśnił im potrzebę internowania, wyraził współczucie i zrozumienie[15]. Po południu 15 września dowódca armii wydał dowódcy kurzemskiej dywizji w Liepāji rozkaz internowania Polaków, umieszczając oddzielnie oficerów i marynarzy, w każdym razie nie z internowanymi Niemcami. Kuter skonfiskowano, a następnie wyciągnięto na brzeg. 16 września komisja sporządziła akt, zgodnie z którym na wyposażeniu kutra były przedmioty marynarki, maski gazowe i hełm żelazny. Oficerom skonfiskowano 4 pistolety. 16 września internowani podpisali dokument w języku rosyjskim, który brzmiał: „Ja, niżej podpisany oficer [lub marynarz – Ē. J.] słowem honoru zobowiązuję się samowolnie nie porzucać wskazanego mi rejonu, co zaświadczam swoim podpisem”. Stosunek władz do internowanych zmienił się po incydencie z ucieczką łodzi podwodnej „Orzeł” z Tallina. 19 września szef sztabu armii rozkazał „stworzyć takie warunki, żeby internowani Polacy i Niemcy w żaden sposób nie mogli uciec”[16].

17 września wieczorem przez granicę zaczęli przechodzić polscy uchodźcy. Przerwano ruch kolejowy między stacjami Turmonty w Polsce i Zemgale na Łotwie[17]. 18 września ochronę granicy w rejonie stacji Zemgale przejął dowódca przybyłej z Daugavpils 9. Kompanii 10. Aizputskiego Pułku Piechoty kapitan P. Lapainis, któremu tu podlegały także jednostki 1. Pułku Kawalerii. Do ochrony całej granicy łotewsko-polskiej już na początku września włączono miejscowych aizsargów (członków organizacji paramilitarnej Aizsargi)[18]. Uchodźcy oddawali broń oficerom łotewskim. P. Lapainis rozkaz działania w rejonie Zemgale otrzymał bezpośrednio od dowódcy zemgalskiej dywizji, z pominięciem dowódcy pułku. Nie było żadnych instrukcji, tylko rozkaz działania i kierowania się miejscowymi warunkami. Jeden z internowanych Polaków, M. Zawiło wspominał, że granica była umocniona [prawdopodobnie tylko rejon stacji Zemgale – Ē. J.], widać było dużo patroli kawalerzystów i piechurów, na linii kolejowej Polacy oddawali broń i amunicję. W poczekalni stacji kolejowej przy kilku stolikach zapisywano dane personalne żołnierzy polskich. Następnie w wagonach pasażerskich odwieziono ich do Daugavpils. Na granicy robienie zdjęć z internowania było kategorycznie zabronione, cały rejon zamknięto dla osób cywilnych[19]. Wchodzący do Łotwy żołnierze należeli przeważnie do batalionów KOP z Łużek, Dzisny i Brasławia, oddziałów Obrony Narodowej, ochrony przeciwlotniczej Grudka, Związku Strzeleckiego, innych jednostek wojskowych. Byli także policjanci z powiatów Brasław i Dzisna.

18 i 19 września granicę przekroczyły ogółem 83 samoloty polskie, które z załogami zostały internowane: 38 RWD-8, 35 PWS-26, 1 PZL-11A, 2 RWD-10, 2 RWD-17, 1 RWD-21, 2 Lublin R XIII, 1 Lublin R XIIIC, 1 Lublin R XIV. Przeważnie były to samoloty ćwiczebne z północno-wschodniej Polski, które w pierwszej połowie września skupiły się w Wilnie, kilka samolotów wojskowych ćwiczebnych i rezerwowych z Wilna i Lidy. Z jednostek bojowych przyleciały tylko 3 RWD-8 z 9. Plutonu Łącznikowego w Pińsku. Samoloty wylądowały na lotnisku w Daugavpils, ale w niektórych wypadkach trzeba było wymusić lądowanie ogniem artylerii przeciwlotniczej i karabinów maszynowych. Tak 19 września strzelano w Daugavpils do samolotu, który nie chciał wylądować i odleciał w kierunku Jēkabpils. Później 20 RWD-8 wykorzystano jako samoloty ćwiczebne w pułku awiacji Armii Łotwy, 6 samolotów oddano Aeroklubowi Łotwy, jeszcze kilka – awiacji Aizsargi (organizacja paramilitarna), ale większa część została zdemontowana i pozostała w magazynach w Rydze[20]. Korespondent gazety daugavpilskiej „Daugavas Vēstnesis” był we wrześniu w Wilnie. Widział, że 18 września rano na wileńskim lotnisku panowała nerwowość. Pogoda nie była sprzyjająca, ale niektórzy piloci wylecieli do Łotwy. Młodsi, w dobrym nastroju, życząc pomyślnej podróży, z okrzykami odprowadzali wylatujące samoloty. Przynajmniej czterech lotników wyleciało razem z żonami. Wśród internowanych lotników większość pochodziła z 5. Pułku Lotniczego w Lidzie, część – z 5. Pułku w Toruniu, z wileńskiej szkoły lotniczej i kilku – z 1. Pułku Lotniczego. Byli stosunkowo dobrze uzbrojeni. Z 10 samolotów zdjęto pokładowe karabiny maszynowe, od lotników przejęto 47 pistoletów, 17 karabinów i 5 strzelb myśliwskich. Liczba lotników razem z personelem technicznym pułków lotniczych sięgała kilkuset osób. Wspomniany korespondent opisuje także sytuację uchodźców polskich na granicy polsko-łotewskiej, której był świadkiem. Kiedy przybył do stacji Zemgale, za nim po stronie polskiej pozostała długa kolejka samochodów i wielu uchodźców. Nie trwało to jednak długo. 21 września oświadczono, że napływ uchodźców skończył się, ale z Armią Czerwoną Ochrona Granicy nie ma jeszcze kontaktu. Granica została zamknięta (do stacji Turmonty jednostki radzieckie weszły dopiero 22 września wieczorem)[21].

Oficjalną pracę rejestracji i początkowego internowania wykonała dywizja zemgalska w Daugavpils (łącznie z wyżywieniem). Początkowo obóz internowanych urządzono w Daugavpils, gdzie otrzymali opiekę medyczną (przeważnie chodziło o otarte nogi). Uchodźcy zachowywali się spokojnie i byli pogodzeni ze swoim losem. Do wieczora 20 września w obozie oficerskim zarejestrowano 533 osoby wojskowe (w tym – 125 oficerów) i 108 osób cywilnych[22], a w obozie żołnierskim – 841 osób. 21 września dowódca dywizji zemgalskiej meldował, że ogółem w obozie było 1 810 osób (w tym – 338 cywili), z których 202 żołnierzy wieczorem 20 września odesłano do nowo tworzonego obozu w Liepāji, a 269 cywili przekazano Ministerstwu Spraw Wewnętrznych w celu odesłania ich do obozów w Sigulda i Valmiera (pozostałych 69 cywili odesłano tego samego dnia)[23]. Były to dane początkowe, które później podległy weryfikacji.

Wraz z ludźmi granicę przekroczyło 187 koni, które były własnością WP. Spośród nich na własność armii przejęto 147, a 40 oddano polskim uchodźcom cywilnym, ale 8 koni z tej grupy odkupiła armia. Spośród 71 samochodów 50 przejął pułk samochodowo-pancerny Armii Łotwy, spośród 18 motocykli do dyspozycji armii pozostało 10. Oprócz tego dywizja zemgalska otrzymała 359 rowerów. Wśród innych rzeczy i sprzętu, który przeszedł na własność Armii Łotewskiej, należy wspomnieć o kuchni polowej, skrzyni ze sprzętem medycznym, przyrządach inżynieryjnych, niedużej liczbie ubrań, żywności, dużej liczbie wozów i nawet – 7 psach. Nie licząc broni przejętej od lotników, a wymienionej już powyżej, przejęto jeszcze od Polaków 21 karabinów maszynowych, 1 133 karabiny i strzelby, 16 szabli, 199 pistoletów. Jak okazało się później, pewna liczba pistoletów pozostała u internowanych[24].

Obóz w Daugavpils był przejściowy. Już 20 września naczelnik garnizonu Liepāja meldował, że pomieszczenia kwarantanny, przedtem zajęte przez chorych żołnierzy łotewskich, są wyczyszczone i zdezynfekowane, a 21 września rano przybyła pierwsza grupa Polaków z Daugavpils: 30 oficerów, 72 podoficerów i szeregowych. W budynku szpitalnym obozu, który nazywano również obozem tosmarskim (od nazwy portu wojskowego, na terytorium którego się znajdował), umieszczono oficerów. Żołnierzy z kolei umieszczono w tak zwanym Domu Emigrantów – innym budynku przy tej samej ulicy. 21 września rozkazy o urządzeniu obozów (każdy dla 400 żołnierzy) w Litene i Lilaste otrzymały odpowiednio dowództwa łatgalskiej i vidzemskiej dywizji. Do nadzoru każdego obozu wyznaczono jedną kompanię piechoty. Obozy urządzano na miejscu letnich obozów Armii Łotewskiej, ogradzając je drutem kolczastym i przysposabiając baraki do warunków zimowych. Pierwsi internowani z Daugavpils przybyli do tych obozów 23 i 24 września.

21 września dowódca armii rozkazał odesłać 20 starszych oficerów polskich, na czele z pułkownikiem E. Perkowiczem, do Cēsis, gdzie w sanatorium armii „Pipari” urządzono dla nich obóz specjalny. Przewidziano w nim straż oficerską, wydano zakaz posyłania tych internowanych do pracy, a odwiedzać ich pozwolono tylko za każdorazową zgodą dowódcy armii, zakazano wypuszczania do miasta, a spacery miały się odbywać pod zwiększonym nadzorem. Grupa 20 oficerów wyjechała z Daugavpils 22 września, a oprócz Perkowicza było w niej również kilku majorów i oficerów niższego stopnia (w rezultacie poza grupą pozostało kilku nawet podpułkowników). Jednak nie pozostali w Cēsis długo. Dowództwo doszło do wniosku, że trzymanie w Liepāji w pobliżu Polaków czterech internowanych lotników niemieckich nie jest dobrym rozwiązaniem. 3 października rozkazano przewieźć Polaków z Cēsis do Liepāji, co zostało wykonane 6 października. Z kolei do Cēsis odwieziono czterech Niemców, do których niebawem dołączyła jeszcze jedna ekipa z hydroplanu niemieckiego, który wylądował na wodach terytorialnych Łotwy, a już w 1940 roku – dziewiąty lotnik niemiecki.

Według pism wydawanych oficerom łotewskim, którzy odprowadzali grupy internowanych, poczynając od 20 września z Daugavpils każdego dnia do obozów odjeżdżały grupy liczące 50, 100 czy 150 internowanych (150 osób odprowadzał pluton żołnierzy łotewskich). Przewóz odbywał się szybko, gdyż dowództwo uważało, iż obecność internowanych w Daugavpils nie jest pożądana. 6 października odesłano już wszystkich internowanych (oprócz jednego chorego, który leczył się w szpitalu wojskowym) i obóz w Daugavpils został zlikwidowany[25].

Od 11 października wyższym zarządcą do spraw internowanych został pomocnik szefa sztabu armii generał H. Buks. 12 października powołany został komendant internowanych (etat stworzono w sztabie armii, w celu kontrolowania wszystkich spraw dotyczących internowanych), którym został podpułkownik R. Skritulis. Komendant łotewski w stopniu oficerskim był w każdym obozie. W październiku R. Skritulis meldował, że w 4 obozach znajduje się 1 573 żołnierzy (razem z obozem czterech Niemców w Cēsis). Z tego w Lilaste –393, w Litene – 400 i w Liepāji – 776 (w tym – 176 oficerów)[26]. Ale nieznaczne zmiany były możliwe również później.

W końcu października, w związku z próbą ucieczki w nocy z 21 na 22 października 61 oficerów, rozkazano odtransportować część internowanych z Liepāji do obozu powstającego w Ulbroce koło Rygi (przeważnie oficerów). Pierwszy pociąg przybył tam 27 października i było w nim 176 oficerów (wszyscy). Do tego obozu przemieszczono od razu 81 podoficerów i szeregowych (ostatnia liczba później się zmieniała), z których 44 od razu wydzielono jako personel obsługujący oficerów – do pracy w kuchni, przygotowywania drzewa, obsługi stołówki itd. Oprócz tego było 2 nauczycieli, 2 szewców, 2 sanitariuszy, 2 fryzjerów, 2 krawców i jedna osoba do obsługi stołu bilardowego. Przestrzegano, żeby ludzie ci byli ochotnikami[27].

 

 

Porządek w obozach

Porządek wewnętrzny panujący w obozach możemy oceniać na podstawie dokumentacji obozu ulbrokskiego. Pobudkę przewidziano na godz. 7.00, po niej był apel poranny i śniadanie; od 9.00 do 12.30 – praca, uczenie się, spacery na dziedzińcu, później – obiad, po którym był wolny czas do kolacji (18.00); 21.00 – apel wieczorny, a od 22.00 – cisza nocna. W dni świąteczne pobudka była godzinę później. Od 23 listopada pozwolono na chodzenie spać o 23.00. Oficerowie i inni – każdy w swoim określonym czasie – mogli kąpać się w jeziorze na terytorium obozu, ale temperatura wody miała być nie niższa od +18 stopni (lekarz mierzył ją o godz. 7.00 każdego poranka). Radia obozowego można było słuchać przez cały dzień.

Pułkownik E. Perkowicz pełnił funkcję starszego naczelnika oficerów i otrzymywał rozkazy bezpośrednio od łotewskiego komendanta obozu. Kapitan T. Dombrowicki meldował komendantowi o sprawach ogólnych, a kapitan S. Bobrowski – o sprawach gospodarczych (również w innych obozach było podobnie, na przykład w obozie lilasteskim 1 października 1939 roku z polecenia komendanta wybrano starszego obozu – chorążego 5. Pułku Lotniczego W. Chwalika[28]). Istniała możliwość uczenia się języka łotewskiego, rosyjskiego, angielskiego, niemieckiego i francuskiego, kontynuowania nauki w szkole podstawowej i średniej, uczestnictwa w kursach rolnych, melioracji i hodowli pszczół. Uprawiano sport (Łotewski Czerwony Krzyż przekazał w tym celu piłki nożne, łyżwy, a także szachy, warcaby, domino). Gości można było przyjmować codziennie od 12.00 do 20.00, ale przekazywane internowanym rzeczy przeglądał łotewski oficer dyżurny. W ciągu jednego tygodnia można było wysłać jedną kartkę pocztową bez opłaty (wysyłka opłacana była przez Międzynarodowy Czerwony Krzyż), a w miesiącu – 2–3 listy za opłatą. Przesyłki z ojczyzny internowanych były wolne od opłat celnych. Administracji należało oddawać honory wojskowe. W obozach należało zorganizować cenzurę listów internowanych – musiano szukać znających polski język między oficerami i podoficerami dywizji, co w krótkim czasie zostało wykonane[29].

Instrukcje porządku wewnętrznego wydawał pułkownik Perkowicz, przewidywały one m.in., że komendantem każdego pomieszczenia noże być najstarszy stopniem z jego mieszkańców, a obowiązki oficerów dyżurnych (w ciągu 24 godzin) pełnić mają wszyscy kapitanowie. Ci, którzy na Łotwie mieli przyjaciół albo krewnych mogli 2 razy w miesiącu otrzymać 2 dni urlopu na wyjazd do rodziny w Siguldzie, w obozie uchodźców cywilnych, albo do krewnych w Rydze (1 raz w miesiącu). W rzeczywistości internowani, niezależnie od tego, czy mieli krewnych na Łotwie czy nie, otrzymywali urlopy stosunkowo często. Dlatego wszyscy musieli podpisać deklarację, że poza obozem zachowywać się będą nienagannie, oraz że przyjmują do wiadomości, iż w wypadku niedotrzymania słowa, odebrane zostanie wszystkim internowanym prawo do urlopu. Już 11 października 1939 roku dowódca armii pozwolił internowanym spotykać się z osobami, które były ich małżonkami, krewnymi lub krewnymi ich małżonków, ale – sądząc z zapisów w księgach gości – do otrzymania zgody na spotkanie wystarczyło formalne oświadczenie o pokrewieństwie z internowanym[30].

Od samego początku władze łotewskie musiały rozwiązać kwestię finansowego zabezpieczenia internowanych. Już w obozie daugavpilskim 21–22 września wypłacono każdemu oficerowi 19,1 łaty, szeregowemu i podoficerowi 1,60–1,70, kadetowi i oficerowi Policji 17,33 łaty. Rząd na posiedzeniu 19 października zezwolił Ministerstwu Wojny na odkupienie od internowanych pieniędzy na ogólną sumę do 10 000 łatów. Suma ta 21 grudnia została zwiększona do 20 000 łatów (w stosunku: 10 łatów do 100 złotych). Złote przyjmowano pod warunkiem, że w ciągu 5 lat Polacy wykupią je z powrotem, płacąc odpowiednią kwotę łatów. W wypadku niewykupienia, po 5 latach pieniądze miały przejść na własność państwa łotewskiego. Indywidualne sumy pieniędzy były wymieniane bez ograniczeń. Oprócz tego istniała skrzynia z pieniędzmi państwowymi Polski, w której było 36 200 złotych i którą oddano przy internowaniu. W maju 1940 roku pułkownik Perkowicz w imieniu polskich oficerów prosił o wymianę tej sumy na łaty i wydanie ich Polakom, motywując tę prośbę brakiem środków. Zdecydowano się wypłacić internowanym oficerom (w liczbie 112) po 20 łatów (razem 2 240)[31].

Wielką rolę w życiu obozowym odgrywała pomoc społeczności polskiej, którą kierował Związek Polaków. Już w październiku otrzymał on pozwolenie na zbieranie środków na rzecz internowanych (pieniędzy, ubrań, mydła, tytoniu itd.). Organizowano opiekę nad dziećmi uchodźców w rodzinach i przytułku polskim w Rydze oraz naukę w miejscowych szkołach polskich. Wszystkie zebrane środki przekazywano do Czerwonego Krzyża Łotwy, który dokonywał dalszego podziału. Z pomocą miejscowych Polaków i komendantów obozów zbudowano w obozach ołtarze, przy których regularnie odprawiane były msze święte. Uroczyście obchodzono Boże Narodzenie 1939 roku. Do lata 1940 roku do Związku Polaków nadchodziły listy internowanych z prośbami o pomoc różnego rodzaju – proszono o odszukanie adresów krewnych i przyjaciół, dostarczenie rzeczy niezbędnych albo wymarzonych (na przykład instrumentów muzycznych itd.)[32].

Areszt za przekroczenie dyscypliny w obozach mógł wynieść 10 dni, a kara zmniejszenia racji żywnościowych mogła ograniczyć je maksymalnie do chleba z wodą. W wypadkach szczególnych internowani mogli być przekazani sądowi wojskowemu. W rzeczywistości nieznaczne kary aresztu wymierzano na przykład za umyślne kaleczenie konia, namawianie do unikania pracy, spóźnione powroty z urlopu, odmowę sprzątania swego pomieszczenia, brak dyscypliny w szpitalu, ukrycie broni itd. Gazeta żydowska, wydawana w Kownie, pisała, że rzekomo w którymś z obozów na Łotwie żołnierze polscy odmówili siedzenia przy jednym stole z internowanymi żołnierzami WP – Żydami. Trudno powiedzieć, ile w tym twierdzeniu było prawdy, w każdym razie między internowanymi oficerami z Polski tylko dwóch nie było Polakami: Żyd lekarz podporucznik H. Perelman i Gruzin – kapitan marynarki W. Łomidze. Był tylko jeden wypadek, kiedy sprawę internowanych oddano do sądu wojskowego (1 marca 1940 roku) – za nieposłuszeństwo wobec komendanta obozu liepājskiego: W listopadzie 1939 roku komendant rozkazał kilku internowanym przenieść się do innych pomieszczeń, ale oni nie usłuchali. Kiedy oficer łotewski z 2 policjantami wszedł do pomieszczenia, w którym było 19 internowanych, i rozkazał podoficerom Rogowskiemu i Bąkale ubrać się i iść razem z nim, inni – solidarnie – również zaczęli się ubierać. Po nieusłuchaniu ustnego rozkazu, kiedy policjant dwa razy użył gumowej pałki, zaczęło się wykrzykiwanie i wymachiwanie pięściami, które zakończyło dopiero wyciągnięcie rewolwerów. Za namawianie do sprzeciwu władze aresztowały kaprali Różczewskiego i Kochańskiego oraz kilka innych osób (które oświadczały, że w innych państwach jest lepszy stosunek do internowanych). Do akt procesowych włożono 2 anonimowe listy, w których grożono ucieczką, jeśli administracja nie polepszy warunków w obozie. Wyrok sądu wojskowego był łagodny – oskarżonych pozostawiono „pod nadzorem administracji” i sprawę zakończono[33]. Jednak jesienią 1939 roku najbardziej rozpowszechnionym wykroczeniem w obozach były ucieczki[34].

 

 

Ucieczki

Możliwe, że pierwszym zbiegiem był kapral KOP H. Koronaty, który zbiegł w nocy z 27 na 28 września przez ogrodzenie tymczasowego obozu w Daugavpils. W październiku liczba ucieczek niebezpiecznie wzrosła. Wieczorem 4 października z obozu lilasteskiego próbowało zbiec ośmiu lotników, którzy w ogóle pod tym względem byli „elementem bardzo niespokojnym”. Pięciu z nich ucieczka się udała. Dwóch zatrzymał już o godz. 5 rano miejscowy policjant. Tłumaczyli się, że dowódcy przy wejściu na Łotwę powiedzieli im, że nie będą pilnowani zbyt surowo, innymi słowy, że pozwolą im uciec. Przed ucieczką starszy szeregowy J. Mioduszewski napisał list do komendanta obozu: „Meldujemy Panu Komendantowi, iż wobec utworzenia nowej armii we Francji – pomni złożonej przysięgi i wierni świętemu obowiązkowi żołnierza polskiego – zmuszeni jesteśmy wykonać ucieczkę z obozu, by w ciężkiej potrzebie oddać Ojczyźnie to, co nam pozostało. Ucieczkę organizujemy całkowicie na własną rękę, bez wiedzy bezpośrednich przełożonych, kolegów, oraz współudziału żołnierzy łotewskich. Wszystkie otrzymane rzeczy mundurowe oraz wyposażenia osobistego pozostawiamy do zwrotu w obozie. Przepraszając Pana Komendanta za wszystkie mogące wyniknąć ewentualnie przykrości składamy serdeczne podziękowania za dotychczasową opiekę i żegnamy okrzykiem: Niech żyje Łotwa! Niech żyje bohaterska i sojusznicza Armia Łotewska! Niech żyje wolna Polska!” Zbiegowie chcieli dostać się do Rygi i tam wejść na jakiś statek angielski lub francuski, albo dotrzeć do Francji przez Rosję i Rumunię[35].

Po południu 8 października z obozu liteneskiego zbiegło 10 internowanych. W ich zatrzymaniu brali udział zmobilizowani aizsargowie i miejscowa Policja. W tym samym dniu zatrzymano 4, a następnego – jeszcze 3 zbiegów. 10 października Policja w Rēzekne (Rzeżyca) zatrzymała pozostałych. Z powodu tego incydentu liczbę posterunków w tym obozie zwiększono z 9 do 13. 13 października ze szpitala w Rydze zbiegł lotnik P. Pujdak, którego nie udało się od razu zatrzymać. 19 października, z powodu nieostrożności żołnierza na posterunku, z obozu oficerskiego w Liepāji zbiegło 2 kaprali (zatrzymano ich 21 października). Po tym wypadku, jak również w wyniku informacji, że oficerowie mają broń, 21 października przeprowadzono rewizję. Znaleziono 12 rewolwerów (w tym 4 – u starszego oficera obozu pułkownika Perkowicza), strzelbę myśliwską i naboje. Perkowicz wspólnie z kilkoma starszymi oficerami namówił pozostałych do rozpoczęcia strajku głodowego w celu uzyskania pozwolenia na spacery poza obozem[36]. Rzeczywistym powodem była planowana już od dłuższego czasu ucieczka oficerów. Odbyła się ona następnej nocy (z 21 na 22 października) o godz. 1.00. Oto wersja strony łotewskiej: Po uszkodzeniu zewnętrznego oświetlenia, 61 oficerom udało się przejść przez ogrodzenie i uciec. Stojący w ciemności posterunkowy otworzył ogień, raniąc 2 oficerów. Po zaalarmowaniu kompanii dyżurnej okrążono okolicę i schwytano wszystkich uciekinierów z wyjątkiem sześciu. Obydwu lekko rannych umieszczono w szpitalu, ochronę powiększono dwukrotnie, wokół obozu ulokowano karabiny maszynowe. Ostatniego ze zbiegów – porucznika Cz. Rynkiewicza – schwytano 24 października. U zatrzymanych znaleziono 11 sztyletów i 2 noże. Jasne, że rewizja oficerów 21 października niczego nie wykryła, bo ucieczka była już zaplanowana. Jeden z jej organizatorów oświadczył, że ma egzemę na twarzy i każdego dnia żołnierz łotewski odprowadzał go do fryzjerki jednego z pułków garnizonu w Liepāji – miejscowej Polki Aleksandry Jabłońskiej, która była łączniczką z centrum organizacji ucieczki i dostarczyła nożyce do przecięcia drutów oraz instrukcję do systemu ochrony. Oficer Pohorecki wspominał, że ucieczka była rzekomo organizowana przez wywiad angielski i przewidziany był przewóz oficerów do Szwecji. Trzeba było, nie zważając na ewentualne wystrzały wartowników, dotrzeć do umówionego miejsca, w którym czekała ciężarówka miejscowego Polaka Różańskiego, która dostarczyłaby zbiegów do Pāvilosty, gdzie czekał drugi Polak – F. Kozakiewicz z kupionymi od rybaków łodziami oraz statek „Mintauts” (wszedł on do portu 21 października wieczorem). Plan był dobry, ale ciężarówki w umówionym miejscu nie było (Policja łotewska miała informację i przeprowadziła u Różańskiego rewizję). Wobec tego, zbiegowie zdecydowali się na powrót do obozu, co też zrobili, udając, że uciekli, żeby wypocząć w lokalach nocnych. Tylko starszy z oficerów marynarki – S. Hryniewiecki razem z kilkoma towarzyszami usiłowali dotrzeć do Litwy, ale – nieskutecznie. Jednak, zgodnie z twierdzeniem jednego z organizatorów tej ucieczki – F. Skierszkana, udało się jemu i innym w tym samym dniu przewieźć z Rygi w ciężarówce 12 internowanych, których dostarczono na najęty holownik, a na nim – do Szwecji[37].

Ucieczki miały miejsce także po tym wydarzeniu. W nocy z 23 na 24 października wartownik w obozie w Lilaste otworzył ogień, zatrzymując 3 lotników, ale 3 innych zdołało uciec i zostali schwytani dopiero 25 października. Zaalarmowana została cała Policja i aizsargowie z powiatu ryskiego. Przesłuchując zbiegów wyjaśniono, że za pośrednictwem osób z ryskiego szpitala wojskowego wyposażono ich w konkretne informacje i adresy Polaków w Rydze, u których mieli szukać pomocy i schronienia. 25 października z Litene uciekło czterech żołnierzy, trzech z nich zatrzymano dnia następnego w rejonie stacji kolejowej Kuprava itd.[38] Pojedyncze przypadki ucieczek miały miejsce również później, chociaż gros z nich niewątpliwie odbyło się w październiku 1939 roku.

Nie można negować pomocy, jakiej zbiegom udzielali miejscowi Polacy. Jak wspomniano, brali oni czynny udział w próbie zorganizowania ucieczki oficerów do Szwecji (w Rydze w Domu Polskim działało centrum pomocy internowanym, harcerze oraz filia liepājska Związku Polaków Łotwy, członkowie której urządzili magazyn ubrań cywilnych itd.). Bracia H. i F. Skierszkanowie (czołowi działacze Związku Polaków) w Rydze organizowali również przerzut pojedynczych internowanych do Szwecji. W październiku w mieszkaniu F. Skierszkana (kiedy był on w Liepāji, organizując ucieczkę i przewóz internowanych do Szwecji) Policja zatrzymała J. Scentreja, który uciekł z obozu w Lilaste, a w mieszkaniu H. Skierszkana – W. Kazymirczaka i R. Franckiewicza również z Lilaste itd. Braci Skierszkanów i innych (również P. Cadko z Liepāji) aresztowano i przesłuchiwano, jednak – jak pisze sam F. Skierszkan – „widocznie samym władzom łotewskim nie na rękę było rozdmuchiwanie sprawy ucieczki internowanych” i prefekt ryski „za zakłócenie porządku publicznego” ukarał H. Skierszkana jednym miesiącem aresztu i karą 1 000 łatów, a F. Skierszkana – 2 tygodniami aresztu[39]. 3 listopada dyrektor Departamentu Policji Bezpieczeństwa otrzymał rozkaz przeprowadzenia rewizji w dokumentacji Związku Polaków, a szczególnie – w oddziale liepājskim, i szukania świadectw pomagania internowanym w ucieczkach. Oprócz tego rozkazano przeprowadzenie śledztwa w sprawie pomocy udzielonej uciekinierom przez polskich działaczy społecznych – wymienionych braci Skierszkanów, N. Liberysa, W Urbanowicza, Z. Gizelewskiego i innych[40]. Również historyk łotewski na emigracji E. Andersons potwierdza, że przy pomocy Anglii rząd polski próbował organizować przerzut żołnierzy na Zachód. Operacją w Rydze kierował rzekomo W. Sworakowski, któremu pomagał M. Miź-Miszyn (redaktor ryskiego czasopisma polskiego „Nasze Życie”)[41]. Również według źródeł łotewskich akcję finansowo wsparła sekcja polska poselstwa Wielkiej Brytanii, wydzielając pewne sumy dla wyżej wymienionych działaczy polskich (istniała również instrukcja, jakich internowanych należało przerzucać na Zachód – młodych, osoby z wykształceniem technicznym, podoficerów i młodszych oficerów w wieku do 35 lat, oficerów sztabowych – do pułkownika, w wieku do 50 lat)[42].

 

 

Kroki podjęte przez rząd w celu rozstrzygnięcia kwestii internowanych

Już 28 listopada 1939 roku Departament Policji, odpowiadając na pismo komendanta internowanych, stanowczo oświadczył, że MSW nie może z powodów politycznych wyrazić zgody na uwolnienie żołnierzy polskich z obozów i wydać pozwolenia na ich zamieszkanie na Łotwie. Podkreślono, że żadne pozwolenia na pobyt nie będą wydawane[43].

W listopadzie 1939 roku rząd Łotwy usiłował uzyskać pomoc finansową z Anglii, ale bez powodzenia (w poselstwie Wielkiej Brytanii próbowano wyjaśnić, czy istnieje możliwość otrzymania jakiejkolwiek pomocy od tego państwa, a także pomocy przy wymianie złotych należących do internowanych). Poseł odpowiedział, że na razie pomoc nie jest możliwa[44]. Czyniono starania także w USA (poseł Łotwy 9 stycznia 1940 roku otrzymał zadanie zainteresowania odpowiednich instytucji amerykańskich udzieleniem pomocy dla uchodźców na Łotwie), ale jedynym wynikiem było uzyskanie 1 000 łatów i pewnej ilości ubrań od Czerwonego Krzyża tego państwa[45]. 17 maja 1940 roku poseł Łotwy donosił z Waszyngtonu, że nie ma nadziei na jakąkolwiek pomoc finansową dla uchodźców polskich na Łotwie. W marcu 1940 roku poseł Łotwy w Londynie, w MSZ Wielkiej Brytanii uzyskał informację, że istnieje możliwość otrzymania przez Łotwę ubrań i artykułów medycznych dla uchodźców polskich jesienią 1940 roku. Jednak już 20 maja poselstwo Wielkiej Brytanii w Rydze przelało na konto Ministerstwa Wojny 5 400 łatów, przeznaczonych na wypłaty w formie zapomóg dla internowanych oficerów i kadetów (po 30 łatów), podoficerów, którzy zajmowali stanowiska w obozach albo byli chorzy (po 20 łatów) i szeregowych na stanowiskach albo chorych (po 15). Osiągnięto to w rozmowach Sztabu Armii Łotwy z posłem brytyjskim. 7 czerwca Brytyjczycy przelali jeszcze 5 100, a 8 lipca – ostatnie 5 130 łatów dla internowanych[46].

11 stycznia 1940 roku na naradzie w MSZ Łotwy rozpatrzono wniosek o posyłaniu chętnych spośród internowanych do prac rolniczych i leśnych. Wkrótce takie prace specjalnie organizowano, a nadzór powierzono MSW. Każdy gospodarz przyjmujący internowanych do pracy podpisywał umowę o ich zatrudnieniu. Internowanych wysyłano także do lasów państwowych, przedsiębiorstw spółek akcyjnych (na przykład fabryk torfu), w których brakowało robotników. Przekazywano ich do biur Centrali Pracy, które dokonywały dalszego podziału. Opłata była ustalona, ale wielu internowanych wróciło do obozu, ponieważ praca okazała się zbyt ciężka. W związku z tym, że wielu internowanych porzucało pracę samowolnie, 1 marca 1940 roku Departament Policji Porządkowej rozkazał zatrzymywanie ich i odprowadzanie do obozu internowanych w Lilaste. Ponieważ wielu pracujących internowanych, nie zważając na zawarty układ między Centralą Pracy a zatrudniającymi internowanych, zgodnie z którym mieli oni wydać pracującym ubrania cywilne, nadal chodziło w swoich mundurach wojskowych, rozkazano zatrzymywać ich i odprowadzać do miejsca przynależności. 9 maja rozkaz powtórzono, podkreślając, że zgodnie z konwencją genewską państwo powinno trzymać internowanych w obozach, a jeśli im daje możliwość pracy poza obozem, powinni być w ubraniach cywilnych albo mundurach bez oznaczeń wojskowych[47].

Żeby, chociaż częściowo rozstrzygnąć sytuację internowanych, rząd rozpoczął z państwami, które zarządzały terytorium Polski rozmowy o powrocie do domu tych, którzy tego sobie życzą – z ZSSR, Niemcami i Litwą. Już 25 października 1939 roku poseł niemiecki oświadczył ministrowi spraw zagranicznych Łotwy, że jego państwo nie ma nic przeciwko wyjazdowi internowanych Polaków z Łotwy i obiecał zasięgnąć szczegółowej opinii swego rządu. W następnych rozmowach poseł wypowiadał się podobnie, podkreślając, że oficjalna odpowiedź z Berlina nie nadeszła, ale odpowiednie pismo zostało zredagowane w taki sposób, że milczenie należało rozumieć jako zgodę. Od razu swoją zgodę na przyjęcie osób pochodzących z jej aktualnego terytorium wyraziła Litwa (chociaż właśnie to państwo z powodów formalnych najdłużej z tym zwlekało). Na zgodę ZSSR trzeba było czekać najdłużej.

Przeprowadzony sondaż wykazał, że większa część internowanych chce wyjechać do USA (160 oficerów, 5 kadetów, 10 podoficerów, 30 szeregowych, 20 żołnierzy KOP, 10 członków Związku Strzeleckiego); do okręgu wileńskiego na Litwie – 3 oficerów, 2 kadetów, 10 podoficerów, 15 szeregowych, 20 ze Straży Granicznej, 5 policjantów, 1 strzelec; do Francji – 3 ficerów, 32 kadetów, 27 podoficerów, 20 szeregowych, 300 z KOP, 2 policjantów, 5 strzelców; do Anglii – 20 podoficerów, 63 szeregowych, 10 z KOP, 50 policjantów, 9 strzelców; do Belgii – 2 oficerów; do Rumunii – 1 podoficer; do ZSSR – 1 podoficer, 2 szeregowych; na terytoria Polski okupowane przez ZSSR i Niemcy – 7 oficerów, 190 szeregowych, 240 z KOP, 32 policjantów, 21 strzelców; na Łotwie chciało pozostać 45 podoficerów, 40 szeregowych, 20 z KOP, 22 policjantów, 6 strzelców. Łącznie swoją chęć wyraziło 1 598 wojskowych. Rozbieżność z wyżej wymienioną liczbą pojawia się na pewno dlatego, że następnie część żołnierzy zaliczona została do kategorii uchodźców cywilnych. Rozpatrzono 162 ankiety internowanych na wyjazd do USA, ale dokumenty tylko sześciu osób wiosną 1940 roku były pozostawione do decyzji, która jednak nie zapadła do okupacji Łotwy przez ZSSR[48].

Do państw neutralnych mogli wyjechać tylko ci, którzy mieli na to środki. W końcu 1939 i na początku 1940 roku ogółem do Szwecji wyjechały 54 osoby, do Finlandii – 1. Wszyscy byli oficerami (5 – marynarki, 2 – KOP, 1 – z 13. Pułku Ułanów, 46 – z 1. i 5. Pułku Lotniczego). Nieco później do Sztokholmu, a stamtąd, tak jak poprzedni internowani, do państw zachodnich, wyjechało jeszcze 6 szeregowych (8 lutego – 1; 5 kwietnia – 5). Wyrazili oni chęć wyjazdu do Anglii, ale nie mieli na to środków. Wszyscy byli kierowcami w 1., 4. albo 5. Pułku Lotniczym i byli stosunkowo młodzi[49]. Należy przypuszczać, że środki finansowe dostarczono im z zewnątrz (z poselstwa brytyjskiego?), ponieważ wyraźnie widać, że wartość bojowa członków tej grupy była wysoka. Prawdopodobnie sekcja polska poselstwa brytyjskiego (w której zastępcą kierownika był miejscowy polski działacz społeczny B. Gołubiec) była w jakimś stopniu powiązana z tą akcją. W każdym razie w końcu grudnia poselstwo ZSSR wyraziło w MSZ swoje niezadowolenie, że internowani z Łotwy wyjeżdżają do Finlandii [która w owym czasie faktycznie była z ZSSR w stanie wojny, chociaż nie została ona formalnie wypowiedziana – Ē. J.]. Strona łotewska wyjaśniła, że wyjeżdżają do Szwecji i większą część z nich stanowią pasażerowie tranzytowi z Litwy (w grudniu wyjechało 40 internowanych z Łotwy i około 400 – z Litwy). Oprócz tego radzieckiemu posłowi wskazano, że formalnie nie ma podstaw do takich zarzutów, ponieważ ZSSR „nie znajduje się w stanie wojny ani z Polską, ani z Finlandią”[50].

1 grudnia 1939 roku do poselstwa Niemiec przekazano listę internowanych, chętnych do wyjazdu na okupowane przez to państwo terytorium, a 6 grudnia z ryskiego portu statkiem wypłynęło 203 byłych żołnierzy WP. 13 grudnia taką samą drogą wyjechała druga grupa – jeszcze 123 internowanych. Mniejsze grupy wyjeżdżały do Niemiec także w styczniu 1940 roku. Ogółem do Niemiec wyjechało 418 żołnierzy polskich (w tym – 3 oficerów). O skomplikowanej sytuacji, która panowała w obozach w związku z wyjazdem do Niemiec, świadczy M. Zawiło. Opowiada on również o metodach, za pomocą których inicjatorzy wyjazdu wymusili na niezdecydowanych zgłoszenie się. W obozie w Litene lotnicy polscy na czele ze starszym baraku Dombrowskim pobili chętnych do wyjazdu (Dombrowski nie poniósł poważnej kary, ponieważ w 1920 roku brał udział w oswobodzeniu od bolszewików Daugavpils)[51].

Transporty na Litwę wyjechały 23 kwietnia i 7 czerwca 1940 roku. Składały się one z 367 internowanych, w tym 4 oficerów. Litwa do problemu repatriacji podeszła bardzo ostrożnie. 17–25 maja przebywał na Łotwie specjalny przedstawiciel MSZ tego państwa, osobiście kontrolując prawo do powrotu do Litwy wszystkich chętnych. Wyjechać pozwolono tylko połowie z tych, którzy się zgłosili, ponieważ pozostali, chociaż pochodzili z Wileńszczyzny, byli z tej jej części, która nie została przyłączona do Litwy[52].

Poselstwo Łotwy w Moskwie już jesienią 1939 roku zaczęło poruszać problem internowanych. Poseł Fricis Kociņš kilkakrotnie odwiedził w tej sprawie kierownika działu państw bałtyckich radzieckiego MSZ, Wasjukowa. Początkowo w Moskwie myślano o utworzeniu specjalnej komisji (powołano taką dla przyjęcia internowanych z Litwy), ale ostatecznie tego pomysłu zaniechano, ponieważ na Łotwie liczba internowanych była stosunkowo nieduża. 7 lutego 1940 roku Wasjukow telefonicznie zgodził się na przyjęcie 200 żołnierzy polskich, prosząc o wysyłanie ich do Druji w grupach nie większych niż 25 osób. Czas wyjazdu i inne szczegóły miały uzgodnić instancje ochrony granicy obu państw. Początkowo do wyjazdu do ZSSR zgłosiło się 220 internowanych i 20 uchodźców cywilnych. Jednak w ostatnim momencie ponad 100 zmieniło zdanie i odmówiło wyjazdu. Przekazywanie wyjeżdżających odbywało się w okolicach Piedrūji, na lodzie zamarzniętej Dźwiny. Przy tym pełnomocnik Ochrony Granicznej ZSSR, kapitan Kleszczynow i oficer Brygady Ochrony Granicy Łotwy podpisali odpowiedni akt. Procedura przekazania trwała około 1 godziny. Zdarzyło się również, że strona radziecka odmówiła przyjęcia internowanego – S. Andruszki – z tego względu, że nie miał krewnych na Zachodniej Białorusi. Do ZSSR wysłano 111 żołnierzy i 3 uchodźców cywilnych[53].

Wiosną 1940 roku, w związku ze zmniejszeniem się liczby internowanych, zmniejszono liczbę obozów. 14 marca dowódca armii rozkazał z dniem 20 marca zlikwidować obóz w Litene. 30 osób mieszkających w tym obozie miało zostać odesłanych do obsługi obozu oficerskiego w Ulbroce – zgodnie z ich własnym życzeniem (fryzjerzy, krawcy, szewcy). Na początku zlikwidowano również obóz w Liepāji, a pozostałych tam żołnierzy odtransportowano do obozu w Lilaste. Z kolei 9 maja wydano rozkaz likwidacji obozu w Lilaste. Żołnierzy 11 maja przemieszczono do Ulbroki – jedynego już obozu dla internowanych na Łotwie (Niemcy w Cēsis zostali zwolnieni w kwietniu i maju 1940 roku).

 

 

Epilog internowania na Łotwie

17 czerwca 1940 roku Łotwa znalazła się pod okupacją ZSSR, a 4 sierpnia anektowano ją w skład tego państwa. W tych warunkach wielu internowanych na nowo podjęło próby ucieczki, żeby dotrzeć do ojczyzny albo państw zachodnich. Na przykład, na początku lipca pracę w fabryce torfu w gminie kalnciemskiej porzuciło 6 internowanych żołnierzy; 18–19 lipca do obozu ulbrokskiego z kilkudniowego urlopu w Rydze nie wrócili: podpułkownik L. Rapsewicz, major J. Maciejowski, kapitan S. Kraszewski, podporucznicy J. Jodynis, F. Nowak i podinspektor K. Ziołowski; 14 sierpnia do obozu w Ulbroce przyprowadzono 3 żołnierzy, którzy pracowali w gminie, niedaleko Rygi, i próbowali przejść granicę Łotwy i Polski (Zachodniej Białorusi). Twierdzili, że myśleli, iż granicy między ZSSR i Łotwą już nie ma (ochronę granicy zachowano przez cały okres okupacji radzieckiej w latach 1940–1941); 24 sierpnia do ryskiego wojskowego szpitala z urlopu w mieście nie wrócili: major W. Trubicki i kapitan J. Koleśnik itd.[54] Do obozu w Ulbroce zaczęto stopniowo zbierać wszystkich internowanych pracujących u rolników i w leśnictwie.

16 sierpnia dowództwo tak zwanej Armii Ludowej Łotwy rozkazało dowódcy vidzemskiej dywizji, której podlegał obóz w Ulbroce, „zwolnić z obozu” i przekazać do dyspozycji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (faktycznie – NKWD) 12 starszych oficerów polskich – pułkownika Perkowicza, kapitanów Bobrowskiego i Dąmbrowickiego, podpułkownika Świątkowskiego i innych. Jak świadczy pismo w języku rosyjskim, przekazano oficerów przedstawicielowi radzieckiego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego. Od razu odwieziono ich do centralnego więzienia w Rydze i rozpoczęto śledztwo.

22 sierpnia, „w związku z możliwością odesłania żołnierzy polskich do poprzednich miejsc zamieszkania” rozkazano „wszystkich, którzy znajdują się w obozie ulbrokskim przekazać do dyspozycji przedstawicieli Armii Czerwonej”. Odjeżdżającym wydano suchą żywność i w tym samym dniu przekazano radzieckiemu majorowi 75 oficerów, 10 podchorążych, 1 chorążego, 14 strażników granicznych, 19 policjantów, 47 podoficerów i szeregowych oraz 4 osoby cywilne (razem 170 osób). Z kolei 2 września wojskowym radzieckim przekazano 312 żołnierzy KOP, 59 policjantów, 16 „urzędników wojskowych”, 11 oficerów, 223 żołnierzy i podoficerów oraz 20 osób cywilnych. 9 września przedstawicielowi NKWD A. Fiszmanowi przekazano 23 ostatnich mieszkańców obozu – 2 oficerów, pozostali – żołnierze KOP. W tym samym dniu rozkazano obóz zlikwidować. Internowani, którzy jeszcze nie wrócili z robót, mieli zostać przekazani NKWD. Odbiorniki radiowe oddano szkołom w okolicy, bibliotekę – szkołom polskim, naczynia i bieliznę, ofiarowane swego czasu przez Czerwony Krzyż – jemu z powrotem.

Wszyscy internowani jednak jeszcze nie porzucili Łotwy. 21 października sztab 24. Korpusu, utworzonego z Armii Łotewskiej, donosił NKWD, że w granicach radzieckiej Łotwy znajduje się jeszcze 90 internowanych, którzy wykorzystują nielegalnie wydane przez poselstwo Wielkiej Brytanii świadectwa. Sztab meldował, że ich odszukania podjęła się „milicja robotników i chłopów” i wyjaśnił, że resort wojenny nie ma wolnych pomieszczeń dla internowanych przed ich wysłaniem do ZSSR, pożądane więc byłoby zebranie ich w więzieniu centralnym w Rydze i wysyłanie w niedużych grupach (po 20 osób). Do 25 listopada zatrzymano 32 z ukrywających się internowanych i wysłano do ZSSR – przez więzienie[55].

Opracowane 10 września 1940 roku dane mówią, że ogółem na Łotwie internowanych było 1 572 żołnierzy (łącznie z 9 żołnierzami armii niemieckiej). Spośród nich do ZSSR, Niemiec, Litwy i państw neutralnych wyjechało 627 osób. Już po okupacji Łotwy jednym pociągiem do ZSSR wywieziono 168 osób (w dokumencie przekazania w Ulbroce podanych było 170 osób), a drugim pociągiem – 641 osób. 16 sierpnia przekazano NKWD i również wywieziono do więzień w ZSSR 12 starszych oficerów. Do czerwca 1940 roku do obozów dla cywili przeniesiono 10 (również pułkownika rezerwy A. Goworowicza)[56], a 29 sierpnia i 1 września 1940 roku – jeszcze 4 żołnierzy. Jeden znajdował się w sanatorium w Dikli (miał gruźlicę), jeszcze jeden zmarł tam[57].

 

 

Inne drogi przez Łotwę polskich wojskowych

Różne źródła i literatura świadczą, że istniała pewna liczba polskich oficerów i żołnierzy, którzy trafili na Zachód przejeżdżając przez Łotwę, ale nie byli na niej internowani. Na początku września poselstwo łotewskie (przynajmniej do 4–5 września) wydawało wizy do przejazdu przez Łotwę obywatelom polskim, którzy wyjeżdżali do Szwecji. Na przykład 1–2 września na zapotrzebowanie polskich urzędów wojskowych wydano wizy dyplomatyczne, a służbowe wizy wydano 12 osobom, wśród których był generał dywizji M. Neugebauer-Norwid i kapitan F. Kalinowski[58] (od 3 września był on szefem Polskiej Misji Wojskowej w Londynie). Po kapitulacji Warszawy pułkownik (później generał AK) S. Rostworowski przez Łotwę (w Rydze chowając się na statku, jadącym do Szwecji) i Szwecję dotarł do Paryża, gdzie 27 października jako pierwszy świadek meldował rządowi o obronie stolicy. Również dowódca KOP generał brygady W. Orlik-Rückeman przez Litwę i Łotwę dotarł do Szwecji[59].

Było na pewno kilka pomyślnych ucieczek z obozów internowanych na Litwie, które umożliwiły byłym internowanym dotarcie przez Łotwę i Estonię do Szwecji i Finlandii. Na przykład, oficer R. Menteuffel-Szoege w grudniu 1939 roku uciekł z obozu na Litwie, a w kwietniu 1940 roku przeszedł łotewską granicę, swobodnie odwiedził swoje rodzinne strony w Łatgalii, w Rydze od działacza polskiego M. Giedrojcia-Jurahy otrzymał adresy Polaków w Tallinie, a następnie dzięki ich pomocy przekroczył Zatokę Fińską[60].

Interesujące, że w styczniu 1940 roku na Łotwie przebywał były premier Polski, bliski współpracownik J. Piłsudskiego, pułkownik A. Prystor, który w tym czasie był uchodźcą na Litwie (tam też z Łotwy powrócił i tam po okupacji został przez władze radzieckie aresztowany). Zachował się szczegółowy meldunek agenta Policji politycznej (znany tylko pseudonim) o poufnej rozmowie z Prystorem, w której opowiadał on o sytuacji polskiej armii i rządu na Zachodzie, położeniu w okupowanej Polsce, a także wypowiedział zaskakująco prawidłową prognozę dalszych wydarzeń wojny światowej (łącznie z losem państw bałtyckich, myląc się jedynie przy określeniu miejsca ZSSR w walce – przewidywał, że będzie nadal walczył po stronie Niemiec i ostatecznie zwycięstwo demokracji zachodnich umożliwi odnowę niepodległości Łotwy)[61].

 

 

*          *          *

 

Należy podsumować, że we wrześniu 1939 roku na Łotwie została internowana dosyć znaczna liczba żołnierzy Wojska Polskiego i odbyło się to zgodnie z istniejącym prawem międzynarodowym – w państwie neutralnym. Sytuacja międzynarodowa Łotwy znacznie się zmieniła w październiku 1939 roku, kiedy stała się ona w dużej mierze zależna od ZSSR i w państwie zostały rozmieszczone radzieckie bazy wojskowe. Jednak władze łotewskie do końca niepodległości – do lata 1940 roku, kiedy Łotwa znalazła się pod okupacją ZSSR – zachowały wobec internowanych należyty stosunek, a warunki ich pobytu na Łotwie były w sumie dobre. Było to uwarunkowane między innymi sympatią narodu i władz łotewskich do Polski i Polaków, wynikającą ze stosunkowo dobrych stosunków łotewsko-polskich w przeszłości. Natomiast krok autorytarnego rządu łotewskiego, który 21 września 1939 roku jednostronnie przerwał stosunki dyplomatyczne z Polską, należy uznać za politycznie nierozsądny, przedwczesny i w sumie nie odpowiadający zasadom deklarowanej neutralności.



[1] Patrz również artykuły Ē. Jēkabsonsa: Uchodźcy wojskowi i cywilni z Polski na Łotwie 19391940, [w:] Studia z dziejów Rosji i Europy Środkowo-Wschodniej, red. P. Łossowski, E. Znamierowska-Rakk, t. XXX, Warszawa 1995, s. 129148 (w tym artykule jest opisany również los polskich cywilnych uchodźców na Łotwie i sytuacja 26 000 polskich robotników rolnych, pracujących na Łotwie w czasie wybuchu wojny, co w artykule niniejszym nie jest opisane); Materiały o internowanych polskich żołnierzach na Łotwie 19391940 w Państwowym Archiwum Historycznym Łotwy, „Białostocczyzna”, 1999, nr 2, s. 7782.

[2] Patrz, na przykład: C. Chlebowski, Cztery z tysiąca, Warszawa 1981, s. 215; T. Karwacki, Na Łotwie – za Polskę, „Głos Szczeciński”, 1971, nr 8; A. Kastory, Złowrogie sąsiedztwo. Rosyjska polityka wobec europejskich państw ościennych w latach 19391940, Kraków 1998, s. 100.

[3] M. Szczurowski, Przyczynek do internowania żołnierzy polskich na Łotwie (19391940), „Łambinowicki Rocznik Muzealny”, 1998, t. 21, s. 3147.

[4] A. Głowacki, Przejęcie przez NKWD polskich internowanych na Łotwie, „Dzieje Najnowsze”, 1992, roczn. XXIV, nr 4.

[5] Latvijas Valsts vēstures arhīvs (Państwowe Archiwum Historyczne Łotwy, dalej: LVVA), 2574 fond (zbiór, dalej: f.; Departament Polityczny MSZ), 6 apraksts (opis, dalej: apr.), 539 lieta (teczka, dalej: l.), 6 lapa (strona, dalej: lp.).

[6] LVVA, 2574 f., 6 apr., 560 l., 7 lp.

[7] LVVA, 3235 f. (Zarząd Policji Politycznej), 1/22 apr., 694 l., 130 lp.

[8] LVVA, 3725 f. (Departament Policji Porządkowej MSW), 2 apr., 42 l., 20 lp. Również w Rydze do poselstwa Polski przybyła delegacja ochotników spośród miejscowych Polaków, jednak attaché wojskowy major F. Brzeskwiński podziękował za chęć obrony kraju i doradził „zachować ten wierny potencjał ludzki na czas późniejszy”, zaznaczając, że w WP są „potrzebne armaty, a nie ludzie”; F. Skierski-Skierszkan, W cieniu walki narodu polskiego z hitleryzmem, „Polak na Łotwie”, 1992, nr 2, s. 26.

[9] LVVA, 2574. f., 3. apr., 3217 l., 80 lp.

[10] LVVA, 2574 f., 3 apr., 2679 l., 10 lp.

[11] LVVA, 293 f. (Poselstwo w Waszyngtonie), 2 apr., 23 l., 17 lp.; 2574 f., 3 apr., 3217 l., 83 lp.

[12] LVVA, 3235 f., 1/22 apr., 691 l., 352 lp.

[13] Jeszcze w kwietniu 1940 roku MSZ prowadziło korespondencję z poselstwem Niemiec, przez które Krügerowie usiłowali odzyskać swój kuter. LVVA, 2570 f. (Departament Administracyjny i Departament Umów MSZ), 3 apr., 1250 l., 11 l.

[14] LVVA, 1515 f. (Sztab Kurzemskiej Dywizji), 1 apr., 269 l., 539 lp.; 1516 f. (Sztab Latgalskiej Dywizji), 1 apr., 637 l., 16 lp.; 1469 f., 1 apr., 1078 l., 150 lp.

[15] J. Pertek, Mała flota wielka duchem, Poznań 1989, s. 95–99.

[16] LVVA, 1469 f. (Zarząd Zabezpieczenia Ministerstwa Wojny), 1 apr., 1078 l., 72 lp.; 1515 f., 1 apr., 269 l., 537, 539, 547, 953, 956 lp.

[17] „Jaunākās Ziņas”, 18 września 1939; „Brīvā Zeme”, 18 września 1939.

[18] Więcej na ten temat w: Ē. Jēkabsons, Granica łotewsko-polska 19191939, „Zeszyt Naukowy Muzeum Wojska”, nr 15, Białystok 2002, s. 8591.

[19] LVVA, 1527 f. (Sztab Dywizji Zemgalskiej), 1 apr., 354 l., 92 lp.; Wywiad P. Lapainisa w Telewizji Łotewskiej, 31 sierpnia 1990; M. Zawiło, Na kresach wschodnich, „Tygodnik Demokratyczny”, 6 sierpnia 1989, s. 15.

[20] LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 44, 204 lp.; K. Irbītis, Of Struggle and Flight, Canada 1986, s. 24.

[21] LVVA, 6455 f. (Komendant internowanych), 1 apr., 26 l., bez paginacji; 31 l., 1 lp.; 1527 f., 1 apr., 355 l., 49 lp.; „Daugavas Vēstnesis”, 19, 20 września 1939; „Jaunākās Ziņas”, 21 września 1939. Interesujące, że na terytorium Łotwy został zatrzymany jeden żołnierz Armii Czerwonej, który przeszedł granicę, ponieważ nie chciał brać udziału w „wojnie przeciwko Polsce”, co wynika z pisma MSZ do posła w Moskwie z 26 września 1939 roku. Niestety, jego dalszy los nie jest znany. LVVA, 2574 f., 2 apr., 6965 l., 18 lp.

[22] Ogólnie na Łotwie schronienie znalazło 300400 osób cywilnych, które mieszkały w specjalnych obozach w Valmiera i Sigulda. Jednak rzeczywista liczba uchodźców cywilnych na pewno była większa, ponieważ wielu mieszkało u znajomych i krewnych.

[23] LVVA, 6455 f., 1 apr., 31 l., 1 lp.; „Daugavas Vēstnesis”, 19 września 1939.

[24] LVVA, 1527 f., 1 apr., 3451 l., 13, 9, 19, 98 lp.; 356 l., 154 lp.

[25] LVVA, 1527 f., 1 apr., 636 l., 3, 10, 55, 57 lp.; 637 l., 16 lp.; 356 l., 56150 lp.; 6455 f., 1 apr., 30 l., 72, 79 lp.; 31 l., 310, 30 lp.

[26] LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 23 lp. Dla porównania: 23 stycznia 1940 roku, kiedy część internowanych już wyjechała do Niemiec i państw neutralnych, w obozie w Ulbroce było 198 osób (114 oficerów, 3 kadetów, 34 podoficerów, 44 szeregowych, 3 członków Związku Strzeleckiego); w Litene – 271 (1 oficer-lekarz, 26 kadetów, 49 podoficerów, 106 szeregowych, 40 z KOP, 38 policjantów, 11 strzelców); w Lilaste – 330 (2 kadetów, 81 podoficerów, 100 szeregowych, 52 z KOP, 63 policjantów, 31 strzelców); w Liepāji – 278 (13 podoficerów, 13 szeregowych, 250 z KOP, 2 strzelców). Razem z Niemcami w Cēsis (1 oficer, 6 podoficerów, 1 szeregowy) – 1 085 internowanych (LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 150 lp.).

[27] LVVA, 1649 f. (Inspektor 5. Rejonu Inspekcji Pracy), 1 apr., 1078 l., 268 lp.

[28] M. Szczurowski, Przyczynek do internowania żołnierzy polskich na Łotwie (19391940), s. 39.

[29] LVVA, 1516 f., 1 apr., 636 l., 6973 lp.

[30] LVVA, 1515 f., 1 apr., 269 l., 702, 705 lp.; 356 l., 198 lp.; 6455 f., 1 apr., 30 l., 42 lp.; 96 l., 2849 lp.; 97 l., 57 lp., 100 l., 41 lp.; 25 l., 18 lp.; 26 l., 29 lp.; 3404 f. (Sąd Wojskowy), 3 apr., 1216 l.; B. Krajevska, U. Lasmanis, „Vojska Polska” Latvijā, Cīņa, 7 czerwca 1990.

[31] LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 6066 lp.; 1527 f., 1 apr., 353 l., 2327 lp.

[32] LVVA, 2395 f. (Związek Polaków na Łotwie), 1 apr., 40 l., bez paginacji; „Nasze Życie”, 22, 29 października, 12 listopada, 3, 10 grudnia 1939; 14 stycznia, 11 lutego, 17 marca, 2, 30 czerwca 1940.

[33] LVVA, 3404 f., 3 apr., 1216 l.; B. Krajevska, U. Lasmanis, „Vojska Polska” Latvijā, Cīņa, 7 czerwca 1990.

[34] Należy zaznaczyć, że w listopadzie 1939 roku nieskutecznie próbowali uciec również internowani Niemcy z Cēsis, za co zwolniono ze służby do rezerwy łotewskiego komendanta tego obozu – podpułkownika A. Lasisa (LVVA, 5601 f. – Kolekcja akt personalnych Sztabu Armii, 1 apr., 3563 l., 7 lp.).

[35] LVVA, 6455 f., 30 l., 13 lp.

[36] LVVA, 1516 f., 1 apr., 636 l., 61 lp.; 6455 f., 1 apr., 30 l., 1321, 78, 92 lp.

[37] LVVA, 1515 f., 1 apr., 269 l., 702 lp.; 6455 f., 1 apr., 30 l., 25, 33 lp.; 3235 f., 13 apr., 222 l., 82 lp.; F. Skierski-Skierszkan, W cieniu walki narodu polskiego z hitleryzmem, „Polak na Łotwie”, 1992, nr 4, s. 1820. Rewizja 22 września została przeprowadzona także w kantorze agencji stakowej „Hermanis Baumanis”, pracownik której – Aleksandrs Vesolovskis uczestniczył w organizowaniu przerzutu internowanych do Szwecji z Pāvilosta, jednak również nic nie odnaleziono (LVVA, Politiskās pārvaldes kartotēka [Kartoteka Policji Politycznej], karta Hermanisa Baumanisa).

[38] LVVA, 6455 f., 1 apr., 30 l., 26, 3741, 50, 60, 283 lp.

[39] LVVA, 3235 f., 5 apr., 1805 l., 5 lp.; F. Skierski-Skierszkan, W cieniu walki narodu polskiego z hitleryzmem, „Polak na Łotwie”, 1992, nr 4, s. 21.

[40] LVVA, 3235 f., 13 apr., 222 l., 8182 lp.

[41] E. Andersons, Latvijas vēsture. Ārpolitika. II sēj., Stockholm 1984, s. 161.

[42] Z. Ābola, O. Niedra, Internēto Polijas karavīru liktenis Latvijā 19391940 gadā, „Latvijas Vēsture”, 1999, nr 3, s. 24.

[43] LVVA, 6455 f., 1 apr., 30 l., 283 lp.

[44] LVVA, 2574 f., 3 apr., 3217 l., 49 lp.

[45] LVVA, 1313 f. (Kancelaria MSZ), 1 apr., 152 l., 2 lp.

[46] LVVA, 1469 f., 1 apr., 264266 lp.; 2574 f., 3 apr., 3310 l., 159 lp.; I. Gore, A. Stranga, Latvija: Neatkarības mijkrēslis. Okupācija, Rîga 1992, s. 10.

[47] LVVA, 1368 f. (Sekretariat MSW), 3 apr., 13 l., 30, 61 lp.

[48] LVVA, 2574 f., 3 apr., 2668 l., 58, 78, 91, 104 lp.; 1 apr., 97 l., 39 lp.

[49] LVVA, 6455 f., 1 apr., 261 l., 161 lp.

[50] Lietuvos Centrinis valtybinis archivas, 383 b., 7 ap., 1888 b., 545 l.

[51] LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 2425 lp.; 2574 f., 3 apr., 2668 l., 51, 139 lp.; M. Zawiło, Internowanie na Łotwie.

[52] LVVA, 6455 f., 1 apr., 216 lp.; 151 l., 1426 lp.; 971 l., 13, 351 lp.

[53] LVVA, 2574 f., 3 apr., 2668 l., 7, 9, 43 lp.; 3310 l., 126 lp.; 6455 f., 1 apr., 30 l., 422 lp.; 97 l., 42 lpp.

[54] LVVA, 6455 f., 1 apr., 41 l., 170 lp.; 6 l., 32, 151 lp.; 1368 f., 3 apr., 13 l., 1314, 17 lp.

[55] LVVA, 1469 f., 1 apr., 1078 l., 286 lp.; 2574 f., 3 apr., 2668 l., 5 lp.; 6455 f., 1 apr., 97 l., 116149 lp.; N. Liberys, Polacy na Łotwie w okresie drugiej wojny światowej, Kraków 1985, s. 12.

[56] Do obozu dla cywili przeniesiono internowanych: pułkownika rezerwy A. Goworowicza, porucznika rezerwy E. Kozłowicza, kapitanów M. Ustinowicza i A. Kominkowskiego, lekarza podporucznika Cz. Wolańskiego. Prawdą jest, że Kominkowskiego latem 1940 roku, po okupacji państwa, znowu przeniesiono do Ulbroki i 22 sierpnia wraz z innymi przekazano Armii Czerwonej (LVVA, 6455 f., 1 apr., 30 l., 70 l.; 31 l., 28 lp.; 97 l., 33, 60 lp.).

[57] LVVA, 6455 f., 1 apr., 41 l., 216 lp.

[58] LVVA, 2570 f., 3 apr., 1240 l., 2 lp.

[59] Z. Mierzwiński, Generał Stanisław Rostworowski, „Stolica”, 3 lipca 1988; H. Dominiczak, Granica wschodnia Rzeczypospolitej Polskiej w latach 19191939, Warszawa 1992, s. 288.

[60] Inflanty, Inflanty Wspomnienia rodzinne, zebr. R. Manteuffel-Szoege, oprac. Z. Szopiński, Warszawa 1991, s. 223225.

[61] LVVA, 3235 f., 1/22 apr., 1853 l.